platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Szwejk wstrzemięźliwy (seksualnie)

O życiu erotycznym dzielnego Szwejka wiemy niewiele. O jego edukacji seksualnej tym bardziej. Jest to poniekąd zrozumiałe – podczas wojny milczą nie tylko muzy, ale prawdopodobnie i eros.Samotny Szwejk frasobliwy

Wysoce prawdopodobne jest jednak, że przez łóżko dzielnego wojaka przewinęły się dwie damy: posługaczka Mullerowa oraz przyjaciółka nadporucznika Lukasza – fraulein Wendler.
Co do pierwszego miłosnego stosunku wiemy tyle, ile zeznał Szwejk podczas przesłuchania przez krwiożerczego śledczego: - Z kim pan utrzymuje stosunki? - wrzeszczał śledczy o zwierzęcym wyrazie twarzy.
- Ze swoją posługaczką, proszę pana.
- A w miejscowych kołach politycznych nie ma pan znajomych?
- Mam, proszę pana, kupuję sobie południowe wydanie gazety “Národni Politika”, tej, jak się to mówi, suki…

Drugi epizod wojennych podbojów Szwejka to cudzołóstwo z narzeczoną nadporucznika Lukasza, fraulein Wendler, popełnione służbowo. Posłuchajcie:
“Szwejk zbliżył się, ona zaś z osobliwym uśmiechem obrzucała spojrzeniem jego krępą postać i krzepkie biodra. Zgarniając z siebie delikatną materię, która osłaniała jej wdzięki, rzekła surowo: - Zrzućcie buty i spodnie! Pokażcie no…
:D
I na tym pokazywaniu polegała późna edukacja Józefa Szwejka. W zasadzie jego wstrzemięźliwość seksualna mogłaby być wzorem dla polskiej młodzieży męskiej (i żeńskiej). Oto w poniedziałek Konferencja Episkopatu Polski obradowała na temat antykoncepcji. W gronie tych wybitnych znawców przedmiotu uznano jednogłośnie, że nie ma sensu prowadzić w szkołach edukacji seksualnej. Powód jest prosty jak rurka w lokalu nocnym. Zdaniem wzmiankowanych fachowców najskuteczniejszą metodą antykoncepcji nie jest nawet kalendarzyk małżeński (zwany ruletką watykańską), ale całkowita wstrzemięźliwość seksualna.
To niewątpliwie przełomowe odkrycie zaprezentowali biskupom przedstawiciele katolickich organizacji. Otóż zamiast uczyć młodzież męską (tudzież żeńską) co to za dziwo ów seks i jak uniknąć niechcianej ciąży, należy wdrażać program abstynencji seksualnej. W każdym razie przed ślubem. Niejaki dr Szymon Grzelak stwierdził wręcz, że edukacja seksualna wśród młodzieży to mit, który w dodatku jest przyczyną 25 chorób wenerycznych, nie mówiąc o grzechach nieczystości.

Trudno odmówić logiki tym argumentom. Nie ma seksu – nie ma problemów z seksem. Rączki na kołdrę – i świat jest zdrowszy. Ostatecznie przez 1950 lat istnienia chrześcijaństwa nikomu nie śniło się zawracanie głowy młodzieży męskiej (i żeńskiej) “tymi sprawami” , ludzkość nie znała niechcianych ciąż, chorób wenerycznych oraz seksu przedmałżeńskiego.
Ewa Szałkowska-West, szefowa Fundacji “Wiedzieć JAK” (czyli JAK uprawiać seks nie uprawiając go) stwierdziła nawet, że to program, który ma młodym ludziom pomóc zachować zdrowie i wolność. A my, jako naród polski, nie będziemy musieli wydawać ogromnych pieniędzy na leczenie chorób wenerycznych. O prezerwatywach mówić się nie będzie, bo – cytuję znawców przedmiotu – “mówienie o antykoncepcji jest jak mały strumyczek, który może rozsadzić tamę. Młody człowiek nie będzie w stanie powstrzymać tego, co przychodzi z zewnątrz”…

Komentarze (11) do “Szwejk wstrzemięźliwy (seksualnie)”

  1. Jurek napisał(a):

    Autor zdradza swoje stanowisko do Kościoła w ogóle i nie jest zbyt obiektywny. Jeśli prawdą jest to co pisze, to rzeczywiście z niektórymi przytoczonymi stwierdzeniami trudno się zgodzić. Na pewno, jeśli Kościół chce, aby młodzież zachowywała czystość przedmałżeńską i nie używała prezerwatyw, to wychowanie seksualne takie czy inne nie wiele tu zmieni. Przecież, każdy wie, co to jest prezerwatywa. Poza tym Kościół powinien sam zaproponować jakiś program nauczania wychowania seksualnego, a nie samą jego koncepcję z gruntu dezawuować.
    Jeśli zaś chodzi o sformułowanie “watykańska ruletka” – jest ono kłamliwe. Naturalne metody planowania rodziny to najskuteczniejsze metoda unikania “niechcianych ciąż”, jaka do tej pory jest znana. O ile większą zatem ruletką są prezerwatywy i pigułki. Jeśli dorzucić do tego, ze niektóre z nich szkodzą zdrowiu kobiety, mogą powodować raka i w ogóle rozwalają całą gospodarkę hormonalną, to okazuje się, że NPR jest najlepszym rozwiązaniem.
    Co do samego wychowania seksualnego, to chyba nie wystarczy sama edukacja o metodach zapobiegania ciąży, ale powinno się tam uczyć odpowiedzialności za przekazywanie życia. Każdy, kto uprawia seks, musi brać taką ewentualność pod uwagę, bo zawsze ona istnieje. Uczenie zaś nie odpowiedzialności, tylko używania na wszystko odpowiedniej pigułki raczej dobrych efektów nie przyniesie. Trzeba na zajęciach przygotowywać do ojcostwa/macierzyństwa, a także do życia w związku. Seks to chyba coś więcej niż przyjemność. To odpowiedzialność za kochaną osobę i potencjalny owoc tej miłości.

  2. J.D. napisał(a):

    Bardzo pięknie Pan to napisał. Tylko dlaczego Kościół ma taką obsesję na punkcie seksu? Czy to rzeczywiście problem Polski nr 1? Dlaczego hierarchowie z równie wielką pasją nie walczą z wyzyskiem ludzi w Polsce,nie prowadzą szkoleń nt. poszukiwania pracy? Dlaczego prezerwatywa i in vitro pochłaniają więcej energii księży, aniżeli opieka i pomoc nad już narodzonymi? Czy słyszał Pan o jakimś domu spokojnej starości, który utrzymywany jest nie przy pomocy państwa, lecz całkowicie z funduszy KK? Ja – nie.

  3. koleś napisał(a):

    Panie Jacku, ależ Pan pogalopował – Kościół myląc z Państwem.
    Ja mam wrażenie, że to nie Kościół ma obsesję na punkcie seksu, ale ilekroć tematem tym się zajmie, to inni “obsesjonaci seksu” zaraz dają głos, hau, hau i o rany!
    Gazeta Pomorska też nie prowadzi szkoleń nt. poszukiwania pracy. Od tego są odpowiednie instytucje finansowane ze środków unijnych i naszych podatków – prawda? Czy jest tam Kościół?
    A powinien być? Jeśli miałby być tam, gdzie go Pan widzi – to Kościół stałby się Państwem. Super, co? A domy spokojnej starości? Widziałem taki dom dla księży-staruszków w Częstochowie – ale nie pytałem, kto finansuje. Można jednak zadzwonić i zapytać – jest Pan Redaktorem, Pan zadzwoni, przedstawi się i już. Sam jestem ciekaw.
    —————
    Z innej strony: czy problem seksu w Polsce to problem nr 1?
    Biorąc pod uwagę ilość słów tworzonych od czasownika bardzo a nawet wulgarnie “seksi” – to hm, jest to temat a więc pewnie i problem nr 1.
    Swego czasu jeden z Marszałków Sejmu miał zaszczyt LIVE powiedzieć: “Czego mi tu, k…, pier…isz?” więc już w tak krótkim zdaniu znalazły się dwa słowa związane z seksem, i to zarówno na płaszczyźnie ekonomicznej (płatny seks zawarty w słowie “k…”) jak i doznaniowej…
    —————–
    PS Czy byłby Pan tak uprzejmy podać metodę mierzenia energii księży? W jakich jednostkach? W dobrym słowie na godzinę? Cierpliwym wysłuchaniu spowiedzi? Czy w (czy aby niezawistnym?) mierzeniu, ile złotówek przypada na jedną tacę?

  4. J.Deptuła napisał(a):

    Kościół polski od 20 lat jest państwem w Państwie, Drogi Kolesiu. Poza tym Pomorska ciągle informuje (poradniki etc.) jak pomóc w sytuacjach tragicznych, ujawnia patologie itp. Poza tym GP jest firmą prywatną, nie głosi miłosierdzia od 2 tys. lat, nie otrzymuje, tak jak Kościół, państwowych dotacji.
    Szkoda, że nie mogę Panu napisać, jak Caritas oszukuje ludzi (informator nie zgadza się na ujawnienie tych faktów). Domy dla księży staruszków – ależ oczywiście! A dla świeckich staruszków?! Mam ogromny szacunek dla księży i sióstr prowadzących hospicja i domy dziecka, ale z tym utrzymywaniem wyłącznie przez Kościół to gruba przesada.
    A co do problemu seksu! Mój Drogi Kolesiu, otóż obsesja Kościoła na tym punkcie jest horrendalna. Nie będę mówił tu o banałach w stylu Afryka, AIDS bo są to sprawy oczywiste. Proszę mi powiedzieć dlaczego in vitro jest “zbrodnią”, “holokaustem niewinnych” i tym podobne duperele. Chodzi o to, że akt stworzenia jest wyłacznie zarezerwowany nie tyle dla Boga, co urzędników Pana B. I co jacyś świeccy będa wpychać sie w działkę zarezerwowana dla KK.
    A co energii księży. Otóż odkąd pewien kapłan bzyknął żonę mojego znajomego, który przebywał na intratnym rejsie, a póżniej usiłował poderwać jej przyjaciółkę, przestałem liczyć energię księży na godzinę. Kiedy doniesiono o tym biskupowi – zrobiła się cisza. Ja wiem, że Pan powie, iz to jednostkowa sprawa. A kiedy narobił długów w parafii, dostał awans do Kurii, nb. do Caritasu. Takich przykładów mam jeszcze kilka, ale – oczywiście – to jednostkowe sprawy.
    Rzecz jasna to zdarza się w każdym środowisku, tyle że inne środowiska nie uzurpują sobie prawa do umoralniania 38 milionów Polaków.
    Proszę zadzownić do swoich przyjaciół w Gdańsku i zapytać, kto rządzi Trójmiastem. Bp Głódź Leszek Sławoj ;D

  5. koleś napisał(a):

    …he he, Pan, panie Jacku jest jak ów Bóg, którego nieszczęsny Kowalski pytał, czemu go doświadcza pomorem krów i świnek, śmiercią żony i dzieci, pożarem chałupy i reszty dobytku:
    - A bo ja Cię, Kowalski, nie lubię!
    :D
    —————–
    A poważnie: Co ma Głódź w Gdańsku do seksu w np. Jeleniej Górze?
    Jakie to środowiska nie uzurpują sobie prawa do umoralniania? Dziennikarze może?
    Chirurg potrafi zaszyć tampon w brzuchu, żołnierz ostrzelać swoich, policjant napaść na bank a żona być wierna – pytanie jest zawsze o skalę zjawiska, panie Jacku? A Pan tu bzykającym księdzem co chce wywołać? Ping-pong kościelny? Pan mnie tym bzykającym, a ja Pana księdzem Issakowiczem potraktuje? Super!
    A Caritas… – proszę nie pisać, tak na zasadzie, “wiem, ale informator nie powie” – bo to nie jest dobra metoda. Wściekam się o nią w wydaniu Kaczyńskich. A tu proszę, pan Jacek również sugestie czyni! Kicha i przechlapane!
    Ja obśmiałem się niczym dzika norka, kiedy zobaczyłem, że były szef pewnej sieci handlowej dostał od Caritasu medal “Walczący za Chrystusa”. Ateista! Ale wpłacił w imieniu firmy jakieś 3 miliony! Nic dziwnego, że dostał.
    —————
    A Państwem w Państwie to jest PZPN, panie Jacku!

  6. J.D. napisał(a):

    Dowcip stary, ale dobry :D . Czy Pan naprawdę nie rozumie, że pisząc o Głodziu nie mówię o Głodziu tylko o instytucji?! Na litość – jest cos takiego jak skrót myślowy! Dotyczy to również wspomnianego księdza – chodzi mi o obłudę, co znakomicie piętnuje ks. Isakowicz, którego popieram od zawsze… W sprawie Caritasu zgadzam sie z Panem – wyszło jak u Kaczyńskich (z czego wielokrotnie się nabijałem i wpadłem we własne sidła). Rzecz w tym, że mój informator współpracuje z tą instytucją i kiedy to wyjdzie na jaw – facet straci pracę i środki do życia. Chyba mnie Pan nie posądza o to, że z własnej woli rezygnuję z tak świetnego tematu ;) .
    A co do umoralniania – znów Pan nie zrozumiał skrótu myślowego – czy ja miałem napisać wprost, że Kościół nie tylko APELUJE do sumienia WIERNYCH, i nie tylko do SWOICH wiernych, ale wpływa na kształt świeckiego prawa dla WSZYSTKICH Polaków, nb. jak w Izraelu i państwach arabskich.No, może jeszcze nie taka skala, ale wszystko przed nami. Dlaczego w sprawie przerywania ciąży nie wystarczą kazania? Dlaczego w sprawie wychowania seksualnego nie wystarczy katecheza dla wiernych? Jeśli ktoś wierzy – powinien ich usłuchać. Pozdrawiam, lecę na mecz, choc uważam PZPN za zgraję prostaków i cwianiaków dużego kalibru. Tylko że różnica między PZPN a KK jest zasadnicza – PZPN nie sprzeciwia się in vitro, nie wtrąca się w moje prywatne sprawy i jnie zabrania używania prezerwatyw.
    PS. Nasza reprezentacja to papudraki, ale kiedy widzeę Orła na piersiach to mimo wszystko coś w duszy drgnie.

  7. koleś napisał(a):

    Nie mogę zrozumieć więcej niż Pan napisał, Panie Jacku!
    Skrótem myślowym jest Pańskie zdanie: “Nie będę mówił tu o banałach w stylu Afryka, AIDS” – bo mając jaką taką wiedzę można mniej więcej wiedzieć, o co chodzi piszącemu.
    Ale nie jest skrótem myślowym: “Proszę zadzownić do swoich przyjaciół w Gdańsku i zapytać, kto rządzi Trójmiastem. Bp Głódź Leszek Sławoj ;D” Przecież przekaz jest jednoznaczny – bez błogosławieństwa biskupa żadna poważna decyzja nie zapadnie” – uogólnienie, ale żaden skrót – zbyt dużo konkretów.
    ——————-
    A jeśli Pan pyta: “czy ja miałem napisać wprost?” to odpowiadam – OCZYWIŚCIE. Z prostego powodu – ułatwia to porozumienia. Pozwala też uniknąć uczucia przykrości, gdy ktoś odpisze “znowu Pan nie zrozumiał skrótu myślowego” [ja akurat mam grubą skórę] i po co? Żeby dostać ping-ponga w postaci: “jeżeli nie możesz udowodnić, że ktoś świadomie nie rozumie Twoich słów, to odpuść sobie pouczania – przecież wszyscy narzekaliśmy kiedyś na przemądrzałych nauczycieli”…
    ————————–
    Tak różnica między KK a PZPN jest naprawdę zasadnicza: rzecz polega na tym, że minister naszego polskiego rządu stał nawet nie jak minister Graś z miotłą u Niemca, tylko jak mąż przed własną willą, w której żona wymieniła zamki i wezwała na pomoc sąsiada!
    Panie Jacku – nie wiem, co Pan rozumie pod pojęciem “bezsilność Państwa” – ale jak poczułem się bardzo dziwnie – Listkiewicz nie musiał wzywać dywizji sowieckich wojsk – on wezwał Platiniego a efekt był ten sam – rząd nie upadł tylko dlatego, że Platiniemu i Listkiewiczowi ten rząd dynda – oni i tak robią swoje. Chleba i igrzysk, panie Jacku, chleba i igrzysk. No i nie wsadzać nosa w cudze prezerwatywy! ;)

  8. barokblog napisał(a):

    Jacku,
    tradycyjnie pozwolę sobie nie zgodzić się z Twoimi argumentami:

    http://willma.redblog.pomorska.pl/2009/11/19/co-w-sercu-to-na-rece/

    Ze szwejkowym pozdrowieniem
    AW

  9. J.D napisał(a):

    Kolesiu,
    dzięki za uwagi, trochę jestem “za” nimi, a trochę “przeciw”. Wprost pisać nie mogę: CBA i ABW czuwają, telefon na podsłuchu, korespondencja przeglądana. Żeby tak chociaż jakaś żeńska odmiana agenta Tomka zainteresowała się mną, albo jeszcze lepiej – IPN. Tymczasem tylko te banalne metody…
    PS. Zgoda, też jestem przerażony bezsilnościa państwa: ono ani be, ani me ani kukuryku :(

  10. barokblog napisał(a):

    Jacku że tradycyjnie przyrządzasz koktajl z sacrum i profanum. Koktajl nie do strawienia.
    Otóż rolą Kościołów nie jest prowadzenie kursów z zakresu technik seksualnych (choć podobno niektórym zakonnikom wychodzi to nieźle), a nauczanie, co na temat seksu ma do powiedzenia Biblia. W tej kwestii chrześcijaństwo ma dla młodych ludzi jedną odpowiedź, bo innej mieć nie może – wstrzemięźliwość. W tym sensie porównanie rozważań o antykoncepcji do “małego strumyczka, który może rozsadzić tamę” wpisuje się w logikę tej postawy.
    “Abstynencja seksualna jest kluczowym sposobem na problemy z seksualnością młodzieży” – owszem, ale tylko wtedy, gdy jest manifestacją wiary.
    Nikt przecież nie wymaga jej od ateistów. A zatem – jaki problem?

  11. Ewa do Jurka napisał(a):

    Panie Jurku to jest blog i właśnie tutaj dziennikarz chyba nie musi być do końca obiektywny a dzielić się swoimi spostrzeżeniami

Zostaw komentarz