platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Nareszcie! Dzięki Waszczykowskiemu z PiS wracają Austro-Węgry!

 No i stało się! W pierwszą niedzielę grudnia AD 2011 Józef Szwejk, b. ordynans 11 kompanii marszowej opuścił wreszcie areszt (wydobywczy), w którym przebywał ponad pół roku! Wczesną wiosną obywatel Szwejk poszedł na spotkanie klubu “Gazety Polskiej” – wybitnie zaintrygował go bowiem temat wykładu: “Mgła smoleńska wobec niektórych zagadnień dywersji brzóz z jednoczesnym działaniem bomby implozyjnej w świetle doświadczeń Komisji Antoniego Macierewicza”.

Jako człek dociekliwy Józef Szwejk usiadł w pierwszym rzędzie i natychmiast dostrzegł wiszący na frontonie ściany wielki “Portret Prezesa z małym pistolecikiem”. – Piękny ten konterfekt, prawda? – zagadnął Szwejka człowiek wyglądający na ochroniarza do złudzenia przypominający Adama Hofmana.

 

- A tak, ma pan rację – przytaknął Szwejk. – Ale patrz pan, Prezesa chyba nikt dawno nie czyścił, bo jest zapaskudzony przez muchy. Swego czasu w Pradze, w oberży “Pod Kielichem” właściciel – niejaki Palivec, zdjął ze ściany portret najjaśniejszego pana, bo też go muchy obesrały…

 Więcej nie musiał mówić. Ochroniarz do złudzenia przypominający Hofmana skuł Szwejka i pośród ogłuszających braw uczestników spotkania oraz okrzyków “Żyd z Wehrmachtu!” przekazał go w ręce Prawa i Sprawiedliwości IV RP.

 Po wyjściu z aresztu (wydobywczego) nie mógł nadziwić się zmianom, jakie zaszły w kraju nad Wisłą. Szwejka najbardziej ucieszyła nowa koncepcja Unii Europejskiej według Wicia Waszczykowskiego z PiS, swego czasu zastępcę Pierwszej Divy Polskiej Dyplomacji Anny Fotygi.

Waszczykowski mianowicie z pełnym entuzjazmem pytał Polaków:

- Po co było Polskę wyciągać z zaborów?  Żyliśmy w wielkich krajach, bogatszych, jak wielkie Niemcy, Rosja, Austro-Węgry. Mieliśmy wieszczów, którzy potrafili zdobywać Nagrody Nobla. Może tak wystarczyło żyć? Zależy nam na tym, żeby Europa była wspólna, ale to nie znaczy, że mamy zapomnieć o celach narodowych i zatopić się.

Była to reakcja na propozycję ministra Radosława Sikorskiego, by Unia Europejska “zatopiła” się pod przywództwem niejakiego Nicoangela Merkozy’ego. Józef Szwejk nie ukrywał radości, że ktoś wreszcie docenił dokonania jego rodzinnych Austro-Węgier. Miał wszakże jeden dylemat: czy jego pamiętny Przemyśl nie trafi aby pod wladzę cara Wszechrusi Владимирa Владимировичa Путинa?

Wszystko jednak wyjaśni się 7 i 8 grudnia na Kongresie Brukselskim, który podejmie decyzje o tym, jak wyglądać ma mapa Europy. Prawdopodobnie przebieg granic będzie wyglądał tak:

 

I wtedy Szwejk przypomniał sobie piękne czasy, kiedy przebywał w szpitalu psychiatrycznym. Najzabawniejszy był pewien obywatel, który podawał się za szesnasty tom „Encyklopedii Naukowej” i każdego prosił, żeby go otworzył i odszukał hasło „Kartonożowa maszyna do szycia”, bo inaczej zginie. Uspokoił się dopiero wówczas, gdy mu nałożono kaftan bezpieczeństwa. Chwalił to sobie, mówiąc, że się dostał do prasy introligatorskiej.

 

Delikatny rozum Jana Grossa, czyli jak Natan kręcił lody

Z twórczością Jana dr Grossa (płodny ów pisarz specjalizuje się w gatunku zwanym fantasy), domorosłego historyka żydowskiego pochodzenia, jest jak w szmoncesie . Oto Natan z warszawskich Nalewek sprzedaje lody. Na wózku widnieje wielki napis: “Żydom lodów się nie sprzedaje”. Wtem podchodzi do niego wzburzony rabin i pyta: “Dobry Żydzie, coś ty! Antysemita jesteś?

- Rabbi, a ty próbowałeś tych lodów?

Ostatnia partia lodów skręcona przez Grossa ma tytuł “Złote żniwa” (poprzednie – “Sąsiedzi”, “Strach”). W pierwotnej wersji, znanej z fragmentów, badacz wyliczył, że podczas wojny i tuż po niej Polacy wymordowali około 200 tys. Żydów! Niedawno zmienił jednak zdanie: chodziło mu o “kilkadziesiąt tysięcy”, ponieważ coś źle obliczył. Nie potępiałbym za to w czambuł Grossa, bo na upartego zmieścił się w granicach swego błędu statystycznego, wynoszącego ”kilkadziesiąt” procent. Tym bardziej, że wszystko zależy od tego czy się kupuje, czy sprzedaje. Książka, znana na razie z kilku rozdziałów, ma prostą, acz wymowną tezę: Polacy wymordowali ok. 200 tysięcy swoich sasiadów, by ukraść ich majątek (po poprawkach będzie “kilkadziesiąt”).

Ale intryguje mnie jedno. Pisarz wykładający na amerykańskich uniwersytetach, emigrant marcowy, któremu po 90. roku nie udało się dostać w Polsce choć marnej katedry, nie sprecyzował, czy kilkadziesiąt tysięcy to np. 20 tysięcy ofiar barbarzyńskich Polaków, czy też  99 tysięcy. Ale nie czepiajmy się – w tym przypadku u Grossa granica błędu statystycznego wynosi nawet kilkaset procent. A filosemicka “Gazeta Wyborcza” skwitowała to niezwykle subtelnie: “metoda Grossa budzi wątpliwości”. Ano budzi, skoro producent lodów, zasłużone skądinąd wydawnictwo “Znak”, jeszcze przed ich produkcją… przeprosiło za ten wybrakowany cymes. Biło się w piersi, ale wydrukowało. To jedyny przypadek, w którym udało się zjeść ciastko i nadal je mieć. Nie mówiąc o tym, że to absolutna rewelacja na światowym rynku wydawniczym (dział judaica).

W przygodach dobrego wojaka Szwejka pojawia się w pewnym momencie sympatyczna postać Żyda Natana, karczmarza, który sprzedał z fantastycznym zyskiem swą “stuletnią” – jak pisze Haszek – krowę. Natan z charakterystycznym dla niego uporem namawiał żołnierzy c-k 11 kompanii marszowej 91
pułku do kupna bydlęcia – zdechlaka. “Żądał za nią horrendalnych pieniędzy, szarpał brodę i zapewniał, że krowy takiej nie znajdą w całej Galicji, przy czym wył, przysięgał i z płaczem wywodził, że jest to najtłustsza krowa, jaka kiedykolwiek z dopuszczenia Jehowy przyszła na ten świat. Zaklinał się, że to nawet nie krowa, ale najsoczystszy bawół”. Żołnierze kupili z litości wzmiankowanego bawoła, ale Natan po skasowaniu gotówki, długo jeszcze płakał, że ”sam zrobił z siebie żebraka sprzedając bawoła za bezcen”. A kiedy żołnierze odeszli z bydlęciem, Żyd “jeszcze trochę potarzał się w kurzu, wstał, strząsnął z siebie całą żałość, poszedł do domu i rzekł do swojej żony : – Żołnierze to głupie chamy, ale twój Natan ma delikatny rozum”.

 

A jednak mieć, nie być!

Tak to ze statystyką bywa: może być dwieście tysięcy, albo sto tysięcy lub kilkadziesiąt tysięcy, ewentualnie kilkanaście. A może kilka? Więc statystycznie Jan Gross i jego pies – jeśli go posiada -  mają po trzy nogi.

PS. Swego czasu Norman Finkelstein napisał słynną książkę “Przemysł Holocaustu” (The Holocaust Industry). Okazuje się, że całkiem niezłym biznesem jest też The Anti-Semitism Industry. Wystarczy wprowadzić hasło “antysemityzm” do wyszukiwarki internetowej… Może wreszcie badacze polskich zbrodni zadadzą sobie pytanie, jaki był stosunek Żydów do Polaków, a nie – Polaków do Żydów?

Madajowe łoże, czyli inauguracja “Kolejki” – składam oficjalny wniosek o ściganie IPN do Biura Śledczego IPN!

IPN ostrzega: “Kolejka” albo zdrowe dzieci. Wybór należy do Ciebie!

Limuzyny, czerwone dywany, piękne kobiety, stroje niczym w Holyłódź, biżuteria i PEŁNA KOMUNA! W taki sposób Instytut Pamiętliwości Narodowej dał w piątek premierowy pokaz gry planszowej „Kolejka”, nad która pracował dwa latazespół pod kierownictwem magistra Karola Madaja.

Gra zyskała już światowy rozgłos i została ochrzczona mianem komunistycznego Monopolu. Coś jest na rzeczy, ponieważ IPN nie dość, że stosuje komunistyczne metody propagandowe i świadomą manipulację, to jeszcze ma prawdziwy monopol. A właściwie dwa – na prawdę i głupotę.

Portal internetowy Cafebabel.com przeprowadził wywiad z mgr Madajem, ojcem gry planszowej, w którym ów uczony opowiada dziesiątki głupot na centymetr kwadratowy ekranu komputera. Cytując Cefabel.com informuję Czytelników, że „Kolejka” – zdaniem jego twórcy – ma za zadanie:

1. przypominanie braku towaró w PRL 2. osobliwie wielogodzinne kolejki po papier toaletowy (zwany zakomuny papierami wartościowymi) 3. przypomnienie, że towar kończył się zawsze wtedy, gdy kolejkowicz doszedł do lady (cytuję magistra – „tak skonstruowaliśmy grę, by niezależnie od tego, ile osób w nią gra, zawsze brakowało towaru”. Czyż to nie genialne?!) 4. ma nasilać niepewność, czy towar w ogóle przywiozą i dalej – dziesiątki niebywałych idiotyzmów.

Niewątpliwie na uwagę zasługuje idea stworzenia gry. Tu mgr Madaj wykazał się fenomenalną inteligencją – to jest gra dla wszystkich, nietylko ZOMO-owców, esbekówi pezetpeerowców. Cytuję:  „Gra jest międzypokoleniowa i taki jest zresztą jej cel – łączenie pokoleń. Bawić się mogą dzieci i dziadkowie i ma to być pretekst do autentycznych rozmów, przekazywania wiedzy o historii w mniej formalny sposób”. Ale dlaczego w ”Kolejkę” mogą grać tylko dzieci powyżej 12 lat?! Czyżby nie nadawała się do przedszkoli? Tu mgr Madaj powalił mnie na kolana: “ Ostatecznie gra jest dla dzieci powyżej 12 roku życia  (…) bo badania w fazie próbnej (czyli pobadaniach psychologicznych – dop. J.D). wykazały, że dzieci poniżej 12 roku życia… nie wytrzymują frustracji, jaka rodzi się w czasie gry. Natomiast od 12 roku życia do 84 (tyle miał nasz najstarszy konsultant) reakcje były takie same: śmiech i zabawa”.

Straszne! I tu – jako ojciec, mąż i Polak – pytam się mgra Madaja: a co się stanie, jeśli 10-letni prawdziwy Polak pod nieobecność rodziców zagra w “Kolejkę” ze swoją 8-letnią siostrą, też prawdziwą Polką? Dzieci zostaną narażone na totalną frustrację, co może być przyczyną wielu groźnych chorób. Madaj twierdzi, że ma w domu mnóstwo gier planszowych i codziennie wieczorem rozgrywa partyjkę „Kolejki” z żoną. Biorąc pod uwagę, że nasz magister nigdy niestał w PRL-owskiej kolejce (w latach 80. był brzdącem w wieku przedszkolnym) należy docenić jegosłowa wieńczące intelektualny wizerunek tego naukowca: „ Pamięć historyczna ma służyć temu, by tragedie już się nie powtarzały”. I tu Madaj trafił w sedno: wszyscy mówimy stanowcze NIE! parówkożercom i kolejkowym tragediom – do pośredniaka, po promocyjne artykuły, do lekarza, i kolejkom po “Kolejkę”!

IPN zamierza rozpocząć śledztwo w sprawie rozpijania społeczeństwa przez komunistów. Druga od prawej to etykieta słynnego PRL-owskiego wina marki "Wino" (pozostałe to wytwór III RP)

Gra przejdzie więc do historii polskiej Historii, podobnie jak umorzenie przez IPN śledztwa przeciw  Hitlerowi i Himmlerowi (z powodu śmierci podejrzanych) oraz 6-letniego dochodzenia – jeszcze nie zakończonego – przeciw Ali Agcy. W tym ostatnim IPN chce udowodnić – znów cytuję – “spisek komunistycznych służb specjalnych kierujących zamachem na Jana Pawła II”…

I coś tak durnego kosztuje nas 230 milionów złotych rocznie.

“NIK do IPN!”. Nowa gra Szwejkopedii, czyli jak wydoić nasze pieniądze (w kolejce po rozum)!

Słuchajcie, słuchajcie!! Instytut Pamiętliwości Narodowej doszedł do ideału – coraz częściej wymyśla równie durne rzeczy, jak te, które sam tropi! I to zaledwie po jedenastu latach istnienia!

 
 
 
 

Rada Naukowa gry "Kolejka po rozum"

To nie udało się nawet przez sto lat Szwejkowi, ordynansowi 11 kompanii marszowej 91 pułku piechoty, zwanego budziejowickim. Z kretyństwami IPN może co najwyżej konkurować Latrinengeneral (Polak, też chyba z c-k  IPN), ewentualnie podporucznik Dub.

5 lutego IPN zademonstruje dzieło swej DWULETNIEJ pracy, istną wunderwaffe: GRĘ PLANSZOWĄ dla dzieci pt. „Kolejka”. Rzecz dzieje się za czasów czarnej nocy komuny. Zasady gry (dla dzieci od 8 lat) są proste, jak ekshumacja ofiar katastrofy gibraltarskiej: grający wysyła rodzinę do sklepu z listą zakupów. Mimo że w sklepach jest tylko ocet, gracz musi zdobyć (spod lady, wpychając się w kolejkę, pokłóciwszy się z czekająca kobietą w ciąży bądź niedołężnym staruszkiem itp.) coś do jedzenia lub papiery wartościowe w postaci kilku rolek papieru toaletowego. Zwycięzcą zostaje ten, kto pierwszy kupi wszystkie towary z listy. Problem w tym, że ich stale brakuje, a gdy już są – bywają sprzedawane głównie PZPR-owcom, milicjantom, generałom lub ich rodzinom. Stojąc przed sklepem przez całą noc gracz musi liczyć się z tym, że przed nim stanie matka z dzieckiem na ręku, nie przywiozą towaru lub po prostu usłyszy: pan tu nie stał, chamie jeden! Podprucznik Madaj-Dub z biura edukacji publicznej IPN wspomina ze łazami w oczach, że prace nad grą “Kolejka” trwały dwa lata (to nie żart!!) i były konsultowane z gremium naukowców. Ale opłaciło się: – Gra nie tylko przybliża kolejkowe realia, ale przede wszystkim wywołuje emocje, wprowadzając w klimat kolejkowych przepychanek. Gracz na własnej skórze odczuwa, jak to jest, gdy ktoś wciśnie się przed nim do kolejki, zabierze towar spod lady, albo gdy przez pomyłkę w dostawie towar trafi do innego sklepu.W dodatku “Kolejka” to gra autorstwa IPN, która doczekała się pierwszej w świecie recenzji naukowej! Niejaka Małgorzata doktor Mazurek z – a jakże! -IPN, wyspecjalizowana w historii gospodarki w PRL, analizowała „historyczną poprawność gry”, ale również to, „w jaki sposób oddaje kolejkowe emocje”.

Kolejka do IPN po rozum. A rozumu nie ma ;)

IPN odgraża się, że to nie ostatnia gra polityczna. Dlatego Szwejkopedia może wziąć na siebie ciężar stworzenia gry pn. „Kto i dlaczego właśnie Sowieci zabili gen. Sikorskiego”? Machnę to nie w dwa lata, lecz dwa miesiące. Dalej w kolejce czekaja następne gry: „Pomoc CIA dla Solidarności”, „Sztuczna mgła nad Smoleńskiem” i „Krew 100 ofiar na rękach Tuska”. Dzieciaczki będą miały ubaw po pachy.Ostatnia gra mojego autorstwa będzie nosiła nazwę „NIK w IPN”. Okazuje się bowiem, że dzieła instytutu kosztują rocznie prawie ćwierć miliarda złotych. Niewiele mniej, aniżeli utrzymanie NIK.

Oto cały zespół badaczy (teoria gier) i autorów "Kolejki po rozum"

NIK po kontroli w IPN

 Wiekopomne dzieło tworzone przez dwa lata pod kierownictwem ppor Karola Madaja-Duba zwiera w pudełku:

  • dwie tekturowe plansze do gry
  • 32 drewniane pionki w 8 kolorach
  • 50 kart kolejki w 5 kolorach
  • 5 kart listy zakupów
  • 60 kart towarów w 5 kolorach
  • 15 kart dostawy towaru w 5 kolorach
  • 5 kart pomocy graczy w 5 kolorach
  • broszurę z instrukcją i opracowaniem historycznym
  • Rozumu, nawet na kartki, nie ma :D

    Złote żniwo Grossa, czyli jak zostałem antysemitą

    Gdyby komuś było za mało polskiego antysemityzmu, musiałby wymyślić jeszcze jednego Jana Tomasza Grossa. Aby ów antysemityzm – z braku Żydów – nad Wisłą nie wygasł, trzeba go co kilka miesięcy podsycać… Dwa lata temu napisałem krytyczny artykuł o sławetnej (ale już zapomnianej) książce Grossa pt. „Strach”. Dzięki temu trafiłem na stronę Jewish Institute jako przykład antysemity. Cóż, trafię tam chyba po raz drugi po przeczytaniu zapowiadanej przez profesora (socjologii)  kolejnej książki pt. „Złote żniwa”.

    Bo im dalej od II wojny światowej, tym więcej żydowscy badacze odkrywają “polskich zbrodni”. Prof. Jan Tomasz Gross w ostatniej książce (piszę to na podstawie publikowanych fragmentów) sugeruje nawet, że po wojnie Polacy zgładzili 200 tysięcy Żydów! To śmiała teza, tyle że nie naukowa lecz propagandowa. Gross z tytułem naukowym profesora nie przytacza na to żadnych dowodów poza przypuszczeniami, domysłami i jednostkowymi relacjami świadków. Niebawem do chóru żydowskich oskarżeń Polaków dołączy kolejny naukowiec – też z tytułem profesorskim. To Jan Grabowski z z warszawskiego Centrum Badań nad Zagładą Żydów…

    Oto fragmenty mojego artykułu sprzed dwóch lat:

    “Strach” to ostatnia praca Jana Tomasza Grossa, autora pseudohistorycznej książki “Sąsiedzi” o mordzie na Żydach z Jedwabnego.
    W ubiegłym roku “Strach: antysemityzm w Polsce po Auschwitz” ukazał się w Stanach Zjednoczonych i wzbudził entuzjastyczne recenzje, przede wszystkim – amerykańskich Żydów. Jeszcze większą burzę wywoła polskie wydanie. Bo Jan Gross przyjął szokującą tezę, wedle której zwieńczeniem hitlerowskiej Zagłady były polskie mordy na Żydach po zakończeniu II wojny światowej!

    Gross, emigrant marcowy, profesor historii na Uniwersytecie Princeton, pisze o pogromach w Krakowie w 1945 i Kielcach w 1946 roku. Idea książki jest zdumiewająco łopatologiczna. Oto Polacy wymordowali około półtora tysiąca Żydów – oca­leńców w pierwszych powojennych latach, ponieważ zrabowali im cały dobytek i nie zamierzali go oddać. Gross pisze wprost:

    “Wszędzie tam, gdzie Żydzi byli złupieni, wyklęci, zdradzeni albo zabici przez sąsiadów, ich pojawienie się po wojnie wywoływało u Polaków mieszankę wstydu i pogardy, które można było zastąpić wspólną żałobą. Ale gdy polskie społeczeństwo okazało się niezdolne do żałoby po swych zabitych żydowskich sąsiadach, mogło albo ich się pozbyć (czytaj – zabić, dop. J.D.), albo żyć dalej w hańbie”.
    Już w “Sąsiadach” Gross imputował, że “polskimi mordercami z Jedwabnego” kierowały niemal wyłącznie motywy rabunkowe.

    W “Strachu” rozwinął tę tezę do rozmiarów, które przesłaniają nawet niemiecką odpowiedzialność za Holocaust. A już szczytem absurdu jest twierdzenie Grossa, że “pogrom kielecki to najbardziej krwawy akt antysemityzmu w Europie po II wojnie światowej, a jeśli nie liczyć II wojny, to nawet w całym XX wieku”.

    Optyka Grossa jest przerażająca. Skomplikowane stosunki polsko-żydowskie – w dodatku pod dwiema okupacjami: niemiecką i sowiecką! – widzi wyłącznie w czarno-białych kolorach. Mamy więc do czynienia z polską tłuszczą rabującą mienie dobijanych Żydów. Jednym z argumentów świadczącym przeciw Polakom jest, wg Grossa, raport oficera AK, w którym pisze on, że “Polacy na Wschodzie uważają Niemców za swych wybawicieli”. Subtelnie Gross pomija, że chodzi o “wyzwolicieli” spod okupacji sowieckiej. Więcej – zarzuca Polakom wyrachowaną współpracę z Niemcami, prymitywnie odwracając kota ogonem: “Ciekawe, czy utrwalona w zbiorowej pamięci kolaboracja Żydów z wkraczającymi na polskie ziemie Sowietami nie funkcjonuje czasem jako próba zatarcia w tej samej pamięci kolaboracji polskich chłopów i mieszkańców małych miasteczek z nazistami?”. Niepojęte.

    Wedle Grossa masowa emigracja żydowska w latach powojennych wynikała z polskiego antysemityzmu wyssanego z mlekiem matki. Nie dostrzega żadnego związku między terrorem komunistów, chęcią ucieczki z Europy czy reakcją Żydów na wkroczenie Stalina na ziemie wschodnie. Nie dostrzega też faktu, że mit o żydokomunie miał pewne uzasadnienie, a wśród większości niewykształconych ludzi – był bardzo żywy. Najwyższe funkcje w organach bezpieczeństwa pełnili bowiem Żydzi, a co trzeci pracownik aparatu represji też był narodowości żydowskiej. Jak tłumaczy to Gross? Prosto: Berman, Minc, Zambrowski, Fejgin, Hummer, Światło, Różański, Brystygierowa, Wolińska i tysiące innych funkcjonariuszy nie byli… Żydami, bo wyparli się swego żydostwa. Ba – byli nawet żydowskimi antysemitami.

    Historia nigdy nie jest czarno-biała, jak wmawia Amerykanom i Polakom Gross. Ale trzeba być naprawdę niespełna rozumu, by mówić o “polskim małym Holocauście”. Polacy nie byli ani krwiożerczymi bestiami, morderczym wyjątkiem od ówczesnej reguły. I nie byli aniołami, tylko ludźmi zdemoralizowanymi przez wojnę, tak jak inne nacje. Jak Szwedzi, którzy sprzedawali stal III Rzeszy, jak Szwajcarzy – żyjący z kont ofiar Holocaustu, jak Amerykanie żydowskiego pochodzenia, którzy nie chcieli uwierzyć w raporty Armii Krajowej o Zagładzie, czy jak południowoamerykańscy generałowie dający schronienie SS-manom. Dlaczego więc Gross widzi tylko ofiary zamordowane rzekomo przez Polaków? Dlaczego nie dostrzega 3 milionów polskich i 50 milionów ofiar II wojny światowej? Bo to zburzyłoby tezę tego historyka o wyjątkowej nikczemności Polaków.

    Gross: “Nie widzę żadnego wiarygodnego wyjaśnienia zajadłego powojennego antysemityzmu w Polsce, niż to, że tkwi on korzeniami w oportunistycznym zachowaniu społeczeństwa w czasie wojny. (…) Atakując Żydów w celu pozbycia się ich raz i na zawsze, ludzie nie działali pod wpływem swoich fantazji o żydokomunie lub o Żydach jako wampirach, tylko bronili swoich realnych interesów, często opartych na ciemnych układach lub jawnie przestępczym zachowaniu”.

    “Strach” nie jest, wbrew temu, co o nim sądzi autor, książką historyczną. Jest tendencyjną publicystyką popartą wydarzeniami, które rzeczywiście miały miejsce. Ale ich interpretacja to nic więcej, tylko część osławionego “Przedsiębiorstwa Holocaust” Normana Finkelsteina, żydowskiego autora, który zarzuca swoim rodakom chęć bogacenia się na tej niebywałej tragedii. Cóż, Niemcy już zapłacili… 

    To, co cytuję poniżej, uważam za jeden z najbardziej wstrząsających dokumentów prawdziwej Zagłady. To prośba niemieckiego oficera do konstruktorów ciężarówek, w których zagazowano setki tysięcy Żydów. To rzeczowa instrukcja na temat zmian konstrukcyjnych, ponieważ “towar” w trakcie gazowania zmienia przyczepność i obciążenie osi kół:
     
     
     

    “Od XII 1941 roku 90 tysięcy zostało potraktowanych przez trzy czynne samochody – bez incydentów. Normalny załadunek osiąga od 9 do 10 na metr kw. Pełny załadunek ma niekorzystny wpływ na przyczepność pojazdu. Trzeba zmniejszyć przestrzeń o metr, zamiast rozwiązywać problem zmniejszając ilość sztuk. Ten ostatni krok ma tę wadę, że wydłuża czas działania, ponieważ pusta przestrzeń musi zostać wypełniona dwutlenkiem węgla. (…) Należy bardziej chronić lampy przed zniszczeniem. W chwili, gdy zapada ciemność, ładunek tłoczy się zawsze przy lampach, co utrudnia otwieranie drzwi. Ponadto z powodu niepokojącego charakteru ciemności krzyki zawsze wybuchają w chwili zamknięcia drzwi. (…) Po trzecie: aby ułatwić czyszczenie pojazdu, należy wykonać pośrodku otwór z przykrywką o średnicy od 200 do 300 mm oraz zamontować syfon tak, by płynne ciecze mogły wypływać już podczas działania. W chwili czyszczenia otwór spustowy będzie służył do usunięcia większych zanieczyszczeń.
    Jeżeli chodzi o 10 ciężarówek zamówionych u Sauera, to powinny one za wszelką cenę uwzględnić wszystkie innowacje i zmiany wynikające z praktyki i doświadczenia. Do decyzji SS-Oberstrurm banfufrera Waltera Raufa”.
    MYŚLĘ, ŻE WSZYSTKIE  KSIĄŻKI JANA TOMASZA GROSSA NA TEMAT POLAKÓW POWINNY BYĆ POPRZEDZONE TYM WŁAŚNIE RAPORTEM.

     

    Ludzie – Zjawiska – Dzieła: wielki casting Szwejkopedii na Miss/Mistera Absurdu 2010 roku! Czekam na propozycje stop będą nagrody stop

    Nie wiem dlaczego, ale służby mundurowe – nie wyłączając kapelanów i cywilnych ;) księży – zawsze robiły na mnie kolosalne wrażenie. Charakteryzują się one tym, że osobnik mający na pagonach jedną tasiemkę lub blaszkę mniej musi nawet w obliczu największego idiotyzmu stanąć na baczność, posłusznie zameldować i wykonać rozkaz (to jedna z tajemnic mojego gorącego uczucia do dobrego wojaka Józefa Szwejka).

    (To jednak przesada – na Stalina nie pozwala głosować regulamin :)  

    Kiedy przed komisją wojskową mającą określić stopień zidiocenia mojego idola jeden z wojskowych psychiatrów zapytał go, czy potrafi obliczyć przekrój kuli ziemskiej, Szwejk niczym Epikur odparł:

    “Nie umiałbym, proszę panów, ale i ja bym też mógł zadać zagadkę. Jest dom o trzech piętrach, każde piętro ma osiem okien. Na dachu są dwa dymniki i dwa kominy. Na każdym piętrze mieszkają dwaj lokatorzy. A teraz powiedzcie, panowie, którego roku umarła babka stróża”?

    Z górą rok piszę Szwejkopedię posiłkując się właśnie panahaszkową krynicą absurdów lecz nie ukrywam, że brakuje mi, by tę encyklopedię redagowali ze mną również Czytelnicy. Z prostego powodu: głupot mamy tyle w Polsce, że sam nie jestem w stanie odsiewać ziarna od plew. Zatem Szwejkopedia, zachęcona światowym sukcesem zbioru największych nonsensów zawartych w “Przygodach dobrego wojaka Szwejka” ogłasza

    WIELKI OTWARTY CASTING NA MISS/MISTERA ABSURDU 2010 ROKU!

    Proponuję zmagania w trzech kategoriach:

    1. Ludzie

    2. Zjawiska

    3. Dzieła

    W castingu mogą wziąć udział tylko obywatele polscy, polskie dzieła oraz zjawiska z udziałem obywateli polskich (specjalna nagroda przyznana zostanie za uwzględnienie mieszkańców naszego regionu, miasta i gminy).

    Jury pod Honorowym Patronatem sławnego idioty, ordynansa 11 kompanii marszowej 91 pułku Józefa Szwejka i moim skromnym przewodnictwem przyjmuje zgłoszenia do końca stycznia przyszłego roku.

    Najdowcipniejsze, najbardziej błyskotliwe kandydatury (wraz z uzasadnieniem godnym samego Haszka) w trzech kategoriach zostaną opublikowane i wyeksponowane na internetowej stronie www.pomorska.pl, a być może również w papierowym wydaniu piątkowego Magazynu, w nakładzie blisko 150 tysięcy egzemplarzy!

    Autor Szwejkopedii nagrodzi również zwycięzców poszczególnych kategorii ostatnim wydaniem “Losów dobrego żołnierza Szwejka” w tłumaczeniu Antoniego Kroha. Oczywiście, z osobistą dedykacją p.o. Józefa Szwejka.

    Nie zamierzam niczego sugerować, ale dla mnie największym dziełem roku jest bez wątpienia największy w świecie pomnik Chrystusa Króla Wszechświata w… w… no właśnie, gdzie? A, w Świe-bodzinie!

    Najdziwniejszym zaś zjawiskiem – rozpylona przez Sowietów sztuczna mgła nad smoleńskiem wiosną tego roku.

    Ludzie natomiast… Cóż, nie chciałbym zamieniać bloga w książkę telefoniczną, ALE WICEPIERDOŁÓW I NAWET ARCYPIERDOŁÓW LATOŚ OBRODZIŁO JAK NIGDY.

     
     

    POSŁUSZNIE MELDUJĘ, ŻE NIECIERPLIWIE CZEKAM NA KANDYDATURY MISS/MISTERA ABSURDU 20101

     

     

    Szatan się czai, mamy inwazję opętań!

    Aby odpocząć od wyborczych zapasów proponuję zająć się – apage Satana! – Złym … Otóż…

    okazuje się, że czart może opętać nawet kapłana, a także oficera szczecińskiej policji! Tydzień temu ks. Józef P. – białostocki wikariusz, kapelan Hufca ZHP Białystok, katecheta (prowadzi także kursy przedmałżeńskie) – został opanowany przez Szatana. Onże Józef jadąc o północy (co nie jest bez znaczenia) samochodem nie zatrzymał się do policyjnej kontroli. Zły podpowiedział mu, by dodał gazu, a policjanci – nieświadomi opętania – rzucili się za nim w pogoń. Ale ścigany stracił panowanie nad autem i wpadł do rowu. Dopiero w tym momencie czart pokazał, co potrafi. Kierowca zaczął przeraźliwie krzyczeć w ich kierunku niesamowitym kontraltem, że “ich załatwi, bo nie wiedzą z kim mają do czynienia”.

    Policjanci nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia, ponieważ nie było czuć zapachu siarki tylko woń alkoholu. Kiedy ks. Józef P. odmówił wyjścia z samochodu,  stójkowi usiłowali go zeń wyciagnąć z użyciem siły. Ale Szatan z potworną siłą zaczął bić funkcjonariuszy pięściami, aż wreszcie udało im się Złego rzucić na matkę ziemię i skuć kajdankami. Jak można się było spodziewać, Józef P. (a raczej jego lokator) odmówił dmuchania w alkomat, więc zawieziono obu do szpitala, by pobrać krew. W drodze Zły zezłościł się jeszcze bardziej i uderzał straszliwie swoją głową w metalowe części radiowozu. Niebawem okazało się, iż we krwi duchownego było 1,65 promila alkoholu (a tę pobrano księdzu – co oczywiste – również siłą).

    Nie muszę chyba Czytelnikom tłumaczyć, jakie są objawy opętania przez Szatana. Przede wszystkim nieszczęśnik jest niebywale agresywny, krzyczy, miota się (trzeba go wiązać lub skuwać), tarza się, bije głową w ścianę, a także – bywa – krzyczy kontraltem. Reaguje także histerycznie na widok dewocjonaliów (akurat w tym przypadku był to alkomat), wygraża, że egzorcysta nie wie z kim ma do czynienia. Częste są także wymioty - odnotowano nawet womitację gwoździami. Z policyjnego raportu nie wynika jednak, czy Zły mówił w obcych językach, których ks. Józef P. nigdy się nie uczył.

    W tym gronie możemy sobie zatem powiedzieć: to ostatni moment, by nie dać się Złemu! W „Naszym Dzienniku” o. Dyrektora przeczytałem, że ostatnio „diabeł jest bardzo zainteresowany globalizacją”, ponieważ jego agenci „dążą do zmiany praw, kultury i mentalności ludzi na całym świecie”. Nic tedy dziwnego, że nad Wisłą coraz częściej odbywają się kongresy egzorcystów, nawet dwa razy w roku. Przyczyna jest oczywista – czart ma szczególną chrapkę na nasz naród wybrany. Dominik Tarczyński, absolwent prawa KUL, jest wstrząśnięty faktem, że tylko połowa polskich katolików wierzy w istnienie szatana. Twierdzi, że należy to zmienić – pilnie potrzebna jest edukacja w tej materii.

    Nawet brytyjska prasa dostrzegła, że Polanie są szczególnie narażeni na demony. „The Daily Telegraph” podkreśla, iż u nas w ciągu 10 lat liczba egzorcystów wzrosła trzykrotnie! Nie jest wykluczone, że walka z opętanymi przez Złego stanie się naszą europejską specjalnością. Importem egzorcystów zainteresowani są np. Niemcy. Tamtejsze duchowieństwo nie chciało odprawiać egzorcyzmów od tragedii w 1973 roku. Wtedy wypędzanie diabła z ciała młodej kobiety skończyło się tragicznie (dziewczyna zmarła z wycieńczenia). “W ostatnim czasie mamy prawdziwą inwazję opętań – potwierdza ks. Roman Skiba z Sanoka, spowodowaną wywoływaniem duchów, satanizmem, tarotem, wizytami u wróżek, seksem, numerologią i okultyzmem. Co gorsza, egzorcyści ostrzegają: nie ma znaczenia, że nie wierzysz w istnienie szatana. Niebezpieczne jest to, że on w ciebie wierzy.

    Niebezpieczeństwo jest tym większe, że Zły opanował nawet Komendę Wojewódzka Policji w Szczecinie. Radio RMF poinformowało, że jeden z oficerów napisał do odnośnego arcybiskupa: “Zwracam się do Waszej Eminencji o spowodowanie odprawienia zgodnie z prawem kanonicznym publicznych egzorcyzmów”. Opętanym miał być radca prawny komendy, który na Naszej-klasie zażartował, że jest adwokatem diabła. Te słowa tak wystraszyły oficera, że z podobnym apelem wystąpił do Episkopatu, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Komendy Głównej Policji. Jego zdaniem Zło mogło rozgościć się także w tamtejszej izbie radców prawnych, na Uniwersytecie Szczecińskim oraz w kancelarii prawnika, bo w tych miejscał bywał wzmiankowany.

    I pomyśleć, do czego doprowadziła globalizacja!

    Kiedy Józef Szwejk wiózł dorożką swego feldkurata Katza (opanował go Zły pod postacią wina, araku i grogu) ten tylko niewinnie Krzyczał: “Przyjacielu drogi, proszę dać mi w pysk!” oraz pytał ordynansa: “Czy pani tańczy czardasza? A zna pani taniec niedźwiedzia? Zna się pan na fechtunku? Czy lubi pan ser Gorgonzola? Która gra jest sprawiedliwsza – ferbel czy oko?”. A nawet recytował Owidiusza!

    Ale to było w czasach, gdy nikt nie miał pojęcia o globalizacji….

     

     

     

    Karnawał w Rio de Świebodzineiro!

    Motto:

    “Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę!” (Łk 12:33).

    Świebodzin. Piąta rano. Słychać głośne walenie do drzwi obwywatela Józefa Szwejka, ordynansa ck 11 kompanii marszowej 91 pułku piechoty, będącego przejazdem (incognito) w miasteczku.

    - Kto tam? – woła zaspany Szwejk.

    - Świebodziński lotny Patrol Katechetyczny do Walki z Ateizmem im. o. Dyrektora!

    - Nie wierzę…

    - My właśnie w tej sprawie!

    Posłusznie melduję!

    A więc taaaak: wizja, męstwo, sukces, sława i chwała oraz fiesta. O świebodzińskim pomniku Chrystusa Króla, który pobił wielkością Jezusa w Rio de Janeiro, głośno w świecie całym. W amerykańskiej telewizji niejaki Stephen Colbert z zazdrością porównywał polskiego giganta do Statuy Wolności. Proponował, by prawą dłoń kobiety wydłużyć za pomocą hotdoga, by nie dała się świebodzińskiej budowli.  Niemieckie media prześcigają się w przeliczaniu kilograma wagi (ok. 450 ton) na euro, zwane tam „ojro”. Włoska La Republica zastanawia się, co powiedziałby Jan Paweł II widząc taki symbol pychy, Mur Chiński zgrzyta glinianymi cegłami, bo z kosmosu będzie widać jeszcze polskiego konkurenta. W światowej sieci internetowej krążą wypowiedzi ks. prałata Zawadzkiego, który powiada, że – cytuję – „pomysł miał Pan Jezus, a ja zostałem tylko powołany, by ten pomnik zbudować”.

    Nic dziwnego, że wzmiankowany wyżej jankeski komik Colbert skwitował w telewizji tę gigantyczną budowlę słowami: „Jezus patrzy na nas z niebios i teraz widzi, kto go najbardziej kocha”… abcNews komentuje skandalicznie nie znając polskich realiów: „Największy posąg stojący pośrodku pola kapusty”. Świebodzianie powinni zażądać przeprosin, bo miasto liczy może nawet 20 tysięcy. O polu kapusty można mówić, owszem, w Licheniu, ale nie Świebodzinie.

    Jednak o tym, że stał się cud w lubuskim miasteczku niech świadczy taki fakt: ks. Sylwester Zawdzki złożył pierwsze dokumenty budowy w 2000 roku. Miała to być „mała architektura ogrodowa”. Z czasem architektura rosła, rosła, by w końcu zatrzymać się na trzydziestym trzecim metrze (plus 16-metrowy sztuczny nasyp). Później okazało się, że posąg budowany jest nie na terenach parafialnych, lecz gminnych. Po tygodniu Rada Miasta podjęła jednogłośnie uchwałę o przekazaniu terenu na cele kultu religijnego i poooszłoooo… Co prawda nie powinno się (patrz motto)

    Pieter Bruegel (starszy)

     zaglądać ks. Zawadzkiemu do kieszeni, bo posąg zbudowano z datków, ale nikt nie wie ile naprawdę kosztował. Szacunki mówią o 6 milionach zł. Dziwi tylko trochę fakt, że najwięksi darczyńcy, miejscowi biznesmeni, wolą się nie ujawniać.

    Podobnie było z Wieżą Babel (patrz wyżej)

     Radość jest tym wieksza, że nie dogonili nas chilijczycy. Tylko

    31 metrów mierzy największa na świecie wieża (z klocków Lego). Prace trwały trzy dni, a do budowy użyto ponad pół miliona klocków. Całość waży 700 kilogramów.

                    PS. Konia z rzędem temu, kto w Polsce wyjaśni zagadkę zniknięcia II przykazania? W wersji biblijnej brzmi ono tak: „Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył. Ja jestem Pan, Bóg Twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, a czyniący miłosierdzie tym tysiącom tym, którzy mnie miłują i strzegą moich przykazań”. Natomiast w wersji katolickiej brzmi ono tak: „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno” – i dalej numeracja przykazań jest zupełnie inna. Czyżby rację miał św. Grzegorz pisząc, że „obrazy zastępują nieoświeconemu ludowi książkę.”?

    A tak w ogóle najpierw trzeba UWOLNIĆ EDKA! 

    Pie… nie robię! Jadę na Bali

           Jeśli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, że Józef Szwejk, ordynans 11 kompanii marszowej, nie był wizjonerem, jest w błędzie. W przygodach dzielnego wojaka jest wszystko, z czym mamy do czynienia w polityce Najjaśniejszej Rzeczypospolitej numer Trzy i Cztery. 

            W niedzielę prezes Jarosław Kaczyński rzucił myśl (a reszta PiS “jego” złapała), by polskojęzyczne wielkie media (np. TVN, “Gazetę Wyborczą”, Polsat” i niechybnie “Pomorską”) opodatkować. A uzyskane w ten sposób pieniądze przekazać mediom niezależnym, popierającym PiS. Prezes zagrzmiał: “Naszym pomysłem na samorządy jest wsparcie miejscowych środków masowego przekazu. One są dzisiaj za słabe, albo są zależne od władzy. Trzeba wielkie media opodatkować. Niech Michnik trochę zapłaci, Walter, potentaci. I niech dzięki temu będą pieniądze na wsparcie małej gazety, małego tygodnika, małej radiostacji”. 

    Kaczyński przy okazji dał finezyjną definicję łże-dziennikarza. Otóż jest to osobnik piszący pod własnym nazwiskiem nieprawdę, natomiast pod pseudonimem – same przyzwoite rzeczy. Jak to prezio wyjaśnia? “No cóż, urodziło mu się dziecko, kredyty wziął”, to i musi łgać. 

          Kiedy to wszystko przeczytałem – łzy zaczęły mi się lać ciurkiem po twarzy. Poczułem się obrzydliwie zdemaskowany niczym Żorż Bengalski, konferansjer moskiewskich Variétés z powieści Bułhakowa. Kaczyński, udowodnił, że wszystko na tym świecie jest możliwe. Nawet podatki polskojęzycznych mediów na ubogie Radio Maryja, “Goniec Ziobry”, “Głos Kempy” i “Dzwonek PiS”. 

          Józef Szwejka przewidział to blisko sto lat temu opowiadając historię niezależnej gazety “Niezawislo” w Podiebradach-Zdroju. Oddaję głos ordynansowi 11 kompanii marszowej: “Głową gazeciny był podiebradzki aptekarz, zaś redaktorem zrobili niejakiego Władysława Hajka. Ten aptekarz był to sobie taki dziwak, że zbierał stare garnki i inne takie drobiazgi, aż sobie uzbierał całe muzeum. Otóż pewnego razu ten Hajek zaprosił do wód podiebradzkich kolegę, który także pisywał do gazet. Obaj wstawili się porządnie i gość obiecał gospodarzowi redaktorowi, że za tę fetę napisze mu felieton do jego niezawisłej gazetki, od której sam też był zależny. Więc napisał ten jego kolega taki felieton o zbieraczu, który znalazł w piasku na brzegu Łaby stary blaszany nocnik i myślał, że to przyłbica św. Wacława. I narobił tyle hałasu, że na miejsce zjechał a biskup Brynych z Hradca z procesją i z chorągwiami”… 

    Wypisz – wymaluj “Gazeta Wyborcza” i Fakty TVN! 

          Jako dziennikarz z wieloletnim stażem nie popełnilem ze wstydu seppuku, tylko postanowiłem pójść śladem kierowcy miejskiego autobusu z Warszawy. Ten mądry człek zjeżdżając w sobotę do zajezdni na wyświetlaczu nie wpisał numeru i trasy, lecz trzy urzekające słowa: “PIER… NIE ROBIĘ”. 

         Ja natomiast, jak to polsko-polskie Variété jeszcze trochę potrwa, pier… wszystko i pojadę na Bali (patrz niżej). 

         Tym bardziej, że nikt nie zarzuci mi braku patriotyzmu. Indonezja ma też w herbie orła, a flaga jest łudząco podobna do polskiej. Czerwono – biała. Tam chyba nie wszystko jest do góry nogami  ;)  

    Szwejk wplątany w wojnę krzyżową!

    I pomyśleć, że nasz drogi ordynans 11 kompanii marszowej 91 pułku Józef Szwejk został wplątany w kolejną wojnę. Wojnę o krzyże!

    Nawet podporucznik Dub Wymniejeszczenieznacie by tego nie wymyślił. Ludzie, którzy – jak ja – znają dobrego wojaka z przerażeniem słuchali słów arcybiskupa Józefa Michalika, który powiedział, że – słuchajcie, słuchajcie! – “SYMBOLEM PRZEMYŚLA NIE POWINIEN BYĆ JAKIŚ SZWEJK, BO TO FANTASMAGORIA AUTORSKA. SYMBOLEM PRZEMYŚLA POWINIEN BYĆ KRZYŻ”…

    Niesłychane! To pierwszy od 99 lat zamach na najmądrzejszego idiotę, ktorego imieniem nazwano ulice, twierdze, stowarzyszenia i piwiarnie na całym świecie (Szwejk urodził się praskiej piwiarni w 1911 roku). To właśnie w przemyskiej twierdzy dobrego wojaka zakuto w kajdany pod idiotycznym oskarżeniem, iż jest rosyjskim szpiegiem. I trzymano go w tiurmie aż pięć dni, nim ponownie uwierzono w jego uczciwość i walory intelektualne. No, rzeczywiście, Józef miał na sobie ruskie łachy, ale przecież wiadomo, że największym wyczynem wojennym ordynansa 11 kompanii marszowej 91 pułku była kradzież i zabójstwo kury.

    Po biskupiej homolii Szwejka w Przemyślu zaopatrzono w maskę p-gaz

    I słyszę teraz, że to “fanasmagoria”… Ręce opadają, bo fantasmagoria to przywidzenie, jakieś złudzenie wzrokowe, jak nie przymierzając na pustyni albo po kilku flaszkach wina mszalnego feldkurata Katza. Otóż nie, księże arcybiskupie, Szwejk jest człowiekiem z krwi i kości. I do dziś przemierza naszą część Europy w poszukiwaniu różnych pierdoł w mundurach. Szwejkowi wielokrotnie groziła śmierć przez powieszenie lub rozstrzelanie, ale nigdy – z rąk hierarchów katolickich.

    Warto też pamiętać, że sławne miasto Przemyśl jest światową stolicą szwejkologów. Co roku na Wielkie Manewry Dobrego Wojaka Szwejka zjeżdżają wyznawcy filozofii Szwejka z kraju i zagranicy. Jeden z nich zażądał nawet intronizacji ordynansa Józefa na króla Polski! A czy można intronizować kogoś, kto jest tylko fantasmagorią?

    Przemyśl organizuje także doroczne przyznawanie Tytułów Szwejkowskich najwybitniejszym osobistościom RP. Oto, jaki tytuł honorowy można otrzymać z rąk szwejkologów:

    Wróg z prawej flanki! Brońmy Szwejka jak niepodległości...

    Wicepierdoła

    Pierdoła

    Arcypierdoła

    Pieski Dziadyga

    Stary Dziadyga

    Nasza Stara Dupa

    Nasza Stara Dupa w Wawrzynach (odpowiednik dra honoris causa :) )

    Nie wiadomo tylko, komu w tym roku przypadnie honorowy tutuł i której kategorii? Czytelnicy – pomożecie? Można zgłaszać wszystkich, jak leci, ale trzeba pamietać, że między pierdołą cywilem a pierdołą mundurowym jest ogromna różnica – jak mawia nasz dobry wojak ;)